„Na Boga, milcz i odczep się od mej miłości”
O miłości pisano wiele, w rożny sposób. Od tej pięknej – amour courtois – miłości dwornej, reprezentowanej w literaturze przez (jednego z najlepszych bohaterów kina akcji) Tristana i Izoldę, przez wybiórczo sensualną, aż do dzisiaj – wulgarnej, odpychającej wręcz, której w ogóle trudno miłością nazwać.
Powiadają (a powiedział to nie kto inny jak św. Paweł w liście do Koryntian), że miłość jest największa. I pewnie miał rację, zważywszy, że mówił o miłości ponadzmysłowej – taką miłość nazywa się również przyjaźnią. To jest już pewna relacja zachodząca na poziomie (nazwijmy go:) meta.
Angielski poeta pisze, że miłość jest właśnie najważniejszą cząstką ludzkiego życia – mówi: ty możesz mieć tytuły, możesz mieć ziemie, wielkie bogactwa, ale ja mam coś większego, ja mam miłość, która nikomu nie zawadza, która nikomu nie czyni szkody. W dalszej części porównuje kochanków do błogosławionych – i chyba coś w tym jest (przychodzi mi na myśl ostatnia beatyfikacja pary małżeńskiej).
Temat miłości królował na spotkaniu zespołu literackiego UTW, które odbyło się ostatnio w siedzibie Uniwersytetu.
W miłej atmosferze, przy filiżance herbaty i tradycyjnym ciasteczku, Seniorki – miłośniczki poezji odczytywały wiersze znanych polskich poetów XX wieku. Wśród nich pojawili się m.in. Herbert, Szymborska, nie mogło oczywiście zabraknąć ks. Twardowskiego, z jego „śpieszmy się kochać ludzi…”.
Można by długo rozmawiać o samym życiu poetów (:wyciągać brudy), a skupiając się na samej poezji możemy odkrywać jej piękno i (właściwie) tylko piękno – bo każda poezja jest na swój sposób piękna. Na szczęście są jeszcze ludzie, którzy o niej pamiętają. Jest ich niewiele, ale to nic – prawdziwa poezja rodzi się w kawiarniach, przy kawie…
